Ha! Piszę.Szybko, bo mi zaraz sprzęt zabiorą.
Czy mi się tu podoba? Jest przepięknie, słonecznie, prawie wcale nie pada. Praca jest wręcz relaksująca, a superwajzorzy niczym Matka. Mam dużo czasu, zwiedzam, nadrabiam zaległości książkowe, czasem opalam się na tutejszej plaży.. A jedzenie? Aż trudno to wyrazić słowami..( pisząć powyższe palec wskazujący oraz ten obok trzymałam skrzyżowane, co zdaję się symbolizuje nieprawdziwość)...
Oto ja. Emigrant okresowy, bo 2 miesięczny ( miał być 3 miesięczny, ale nie wiem czy dożyłby w tej pracy, którą pieszczotliwie w chwilach kryzysu nazywa kołchozem).
Zrobiłam tylko 70 zdjęć, przy 2000 z zeszłego roku jest to dość marne osiągnięcie, ale zapoluję jeszcze na wioskę Wikingów, molo i stolycę to może dobiję do 200 :).
Są plusy, owszem - z tego co się orientuję głównie natury gastronomicznej...przeszmuglowane babeczki z rodzynkami tudzież kilogramy czekoladek miętowych, które formalnie należą się gościom hotelowym lub kraby zajadane wspólnie z Filipinką, u której pomieszkujemy.
Pomimo tego i owego cieszę się, że tu jestem. Doświadczenie wieloaspektowe.I oto chodzi.
Koniec części pierwszej pt. pocztówka z wakacji.
Całujęęę..irlandzko...szmaragdowo...
Licznik odwiedzin: 15273
Ostatnio zajmują mnie podstawowe czynności życiowe. A tutaj, zastanawiam się nad wadami i zaletami życia. Pozdrawiam moich dwóch fanów.